this one person

Hieronim powiedział kiedyś, że sny są odbiciem pragnień i lęków. Kazał Disianowi zapisywać je zaraz po przebudzeniu. I choć chłopak z początku nie widział w tym sensu, z czasem zauważył, że zapamiętuje ich coraz więcej. Dzięki temu zaczął dostrzegać powtarzające się schematy. Przeważał w nich strach i złość, dlatego Disian bardzo często budził się w środku nocy gotowy do ucieczki. Ale pierwsza noc od śmierci jego ojca była zupełnie inna. Chyba jeszcze nigdy dotąd nie spał tak spokojnie. Kiedy się obudził, pierwszy raz poczuł się naprawdę wyspany. Z ulgą zanotował swój dzisiejszy sen, pozbawiony jakiegokolwiek mroku i już miał pójść do Hirka z pytaniem, czy może pożyczyć od niego bluzę, jednak zanim wszedł do salonu zorientował się, że nie są w domu sami.
Dobrze poznawał ten gładki i głęboki, ale jednocześnie chłodny głos, który dochodził z salonu, mimo, że słyszał go zaledwie kilka razy w życiu. Te krótkie chwile, podczas których zdążył poczuć na sobie jego spojrzenie wystarczyły, by Disian zapamiętał właściciela ów głosu jako osobę, której powinien się bać, więc unikał go jak tylko mógł. Jednak tym razem nie udało mu się uciec. Hirek najwyraźniej usłyszał jego kroki, bo zawołał go do siebie. Disian niechętnie stanął w progu i stamtąd nieśmiało spojrzał na przyjaciela, później na szachy rozłożone na kanapie, aż w końcu na chłopaka siedzącego po drugiej stronie planszy.
Jego skóra była blada, w okolicach ust i palców zdawała się wręcz lekko fioletowa, jakby chłopak zamarzł. A ilekroć patrzył na Disiana swoimi szaro-niebieskimi oczami, miał wrażenie, jakby wbijał mu w serce sopel. Z tego powodu nigdy nie potrafił zawiesić na nim wzroku przez dłuższą chwilę, czego też nieraz żałował, bo trzeba było przyznać, że białowłosy był niezwykle interesującą osobą. Miał w sobie pewną tajemniczość, która przyciągała uwagę Disiana, ale jednocześnie z równie wielką siłą go odpychała.
— Pamiętasz Aleksandra? — zapytał z uśmiechem Hirek.
W odpowiedzi skinął lekko głową. Nie sposób byłoby zapomnieć o kimś, kto paraliżuje samą swoją obecnością. O kimś, kto z nieznanego Disianowi powodu budził w nim tak mieszane uczucia i sprawiał, że nagle, pierwszy raz w życiu było mu wstyd z powodu plamy na bluzie.
— Wyspałeś się?
Znów odpowiedział przytaknięciem. Bał się, że głos stanie mu w gardle, jeśli spróbuje cokolwiek powiedzieć. Hirek najwyraźniej to zauważył, bo przeprosił na chwilę Aleksandra i zabrał Disiana do kuchni.
— Dlaczego się go boisz? — zapytał ze zmartwieniem Hirek, gdy już znaleźli się sami. Na pewno wolałby, żeby dwójka jego najbliższych przyjaciół się dogadywała.
— Nie boję się go — prychnął Disian, jednak wymowne spojrzenie Hieronima pokazało mu, że nie wierzy w jego słowa. Disian westchnął. — Patrzy na mnie, jakby chciał mnie zabić, sam wygląda na martwego, jest ode mnie wyższy dwa razy, jest genialny w szachy i pije kawę bardziej czarną niż jego ubrania. Nawet jego imię jest straszne. Hirek, jak ja mam się go do cholery nie bać?
Fioletowooki z trudem powstrzymał śmiech.
— On tylko sprawia takie wrażenie — zapewnił. — Fakt, jest powściągliwy, bezwzględny i bywa sarkastyczny, ale...
Nie dokończył. Do głowy nie przyszła mu żadna cecha Aleksandra, którą mógłby ocieplić jego wizerunek w oczach Disiana. I kiedy nastąpiła ta chwila milczenia, nagle zaśmiali się obaj.
— Próbuję powiedzieć, że nie masz się czego obawiać. Nie jest aż tak nieczuły, jak ci się wydaje. Daj mu szansę.
Hirek uśmiechnął się zachęcająco, jednak młodszy chłopak wciąż nie palił się do tego, by spędzić z nimi czas w salonie. Mruknął pod nosem coś, czego Hirek nie zrozumiał, przekładając na talerz zrobione przez siebie kanapki.
— Zjem u siebie w pokoju — oznajmił i już chciał wyjść, ale przyjaciel go zatrzymał.
— Nie możesz wiecznie go unikać.
Disian westchnął.
— Konfrontacje z ludźmi, którzy mnie przerażają jeszcze nigdy nie wyszły mi na dobre, wiesz? — fuknął cicho. — Więc pójdę do siebie i będę udawał, że nie istnieję, dzięki czemu może nikt nie dozna dzisiaj poparzeń trzeciego stopnia.
Hieronim najwyraźniej poczuł się głupio, bo momentalnie odpuścił.
— Ach no i... — Disian zatrzymał się w progu, uważnie przypatrując się twarzy przyjaciela. — Wszystko okej? Wydajesz się przygaszony.
— Młody, nie przejmuj się mną — chłopak potargał czule jego włosy. — Miałem ostatnio trudniejszy okres w pracy, ale poza tym wszystko w porządku.
Aleksander doskonale słyszał wszystko z salonu, i choć nieszczególnie chciał, mimowolnie podsłuchał całą rozmowę. Zawiesił wzrok na szachowej planszy, mimo że już dawno ułożył w głowie swoją strategię. Prawdę mówiąc, dziś nie stanowiło to dla niego żadnego wyzwania. Hieronim zdecydowanie nie był w formie i wygrana z nim była łatwiejsza niż kiedykolwiek.
— Nazywasz go przyjacielem, a kłamiesz mu w żywe oczy — zakpił Aleksander, kiedy Hirek wrócił do salonu.
— Nagle zostałeś specem od moralności?
Chłopak zamilkł na krótką chwilę, aż w końcu postanowił zmienić temat.
— Nie zmuszaj Disiana do rozmowy ze mną — powiedział z obojętnością w głosie. — Może to i nawet lepiej, żeby mnie unikał.
— Ale będzie nam potrzebny...
Aleksander wszedł mu w słowo.
— Nie musimy przy tym trzymać się za rączki i śpiewać razem piosenek o przyjaźni.
— Wiem, po prostu... — Hirek westchnął smutno. — tęsknię za tym, jak była nas trójka... rozumiesz...
Aleksander przytaknął, nie odzywając się już nawet jednym słowem. Temat śmierci ich przyjaciela był tak kruchy, że czasem nie chcieli nawet wymawiać jego imienia, w obawie przed tym rozrywającym serce uczuciem, jakie im przy tym towarzyszyło. Nic dziwnego, że w ciszy oddali się grze. Aż nagle Aleksander przerwał, podnosząc jeden z nieswoich pionków.
— Co to za figura, Hirek? — zapytał całkiem poważnie.
— Goniec — odparł od razu.
— Więc dlaczego ruszyłeś nim jak wieżą?
Chłopak spojrzał na planszę zdezorientowany, przypominając sobie swój ostatni ruch, po czym przeklął cicho i przeprosił.
— Pieprzyć to — mruknął po nosem, jednym ruchem zgarniając pionki do pudełka.
— Przepraszam...
— Tak, już to mówiłeś — Aleksander przewrócił oczami i odłożył szachy na bok. A kiedy spojrzał na Hirka, zorientował się, że ten powstrzymuje łzy. Przez chwilę patrzył na niego, nie wiedząc co powinien zrobić. Gdy w końcu wybuchł cichym płaczem, przysunął się bliżej i objął go delikatnie. Ze wszystkich znajomych Hieronima, on jako jedyny wiedział, że chłopak bardzo powoli niszczeje od środka, i że coraz więcej rzeczy sprawia mu ból.
Większość ludzi próbowałaby dobrać kilka łagodnych słów pocieszenia. Większość zapewne zapytałaby, o co chodzi. Jednak nie Aleksander. On zawsze milczał. Bo nie istniały dobre słowa. Bo nic nigdy nie odkupi tego, co zrobili.
— Przeciwbólowe przestały na mnie działać — powiedział drżącym od płaczu głosem, mocniej wtulając się w chłodne ramiona Aleksandra. — Nie mam siły podnieść się rano z łóżka, Eden musi przeze mnie brać nadgodziny w kawiarni, nie mogę normalnie jeść, ani spać. Nie wiem, jak długo jeszcze to wytrzymam.
— Już niedługo, Hirek — odparł najłagodniejszym tonem, na jaki był w stanie się zdobyć, delikatnie głaszcząc przy tym chłopaka. — Za kilka miesięcy znowu będziesz w formie. Ten gnojek od ognia jest naszą ostatnią przeszkodą, więc naucz go panować nad mocami, jeśli chcesz wyzdrowieć.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Why?

To wszystko dzięki Gosi

Archiwum

Szukaj na tym blogu

Obsługiwane przez usługę Blogger.